WIĘCEJ – SZYBCIEJ – LEPIEJ,
Współzawodnictwo pracy w Polsce Ludowej

Wystawa autorstwa Instytutu Pamięci NarodowejIPN

wystawa 2011

Socjalistyczne współzawodnictwo pracy narodziło się w bolszewickiej Rosji. W maju 1919 r., na polecenie Włodzimierza Lenina, zainicjowano tzw. subbotniki, polegające na darmowej pracy w sobotę. Robotnicy zobowiązywali się wykonać ponad plan część produkcji i w trakcie pracy mieli rywalizować między sobą o szybkość wykonania, jego ilość i jakość. Zwycięzca otrzymywał tytuł przodownika pracy.

W 1927 r. w kopalniach na Uralu zainicjowano tzw. „współzawodnictwo brygad szturmowych”. W tym samym czasie podobną rywalizację zaczęto wprowadzać za drutami sowieckich obozów, gdzie propagowano kult udarników – więźniów, którym udało się przekroczyć normę. Najlepsi z przodujących więźniów mieli szansę nawet na przedterminowe zwolnienie, a za każde trzy dni pracy ze stuprocentowym wykonaniem normy przysługiwało skrócenie wyroku o jeden dzień. Na początku 1935 r. w sowieckim przemyśle lotniczym narodził się ruch tzw. otliczników – wzorowych pracowników. Według oficjalnej wersji wydarzeń w nocy z 30 na 31 sierpnia 1935 r. górnik z kopalni „Centralaja-Irmino” na terenie Donieckiego Zagłębia Węglowego 30-letni Aleksiej Grigorjewicz Stachanow zdołał w ciągu jednej zmiany wydobyć ponad 102 tony węgla, co oznaczało przekroczenie obowiązujących norm o 1475%.

Propaganda kreowała wizerunek socjalistycznego herosa, który nadludzkim wysiłkiem przekracza zadania wytyczone przez partię. Określenie „stachanowiec” stało się synonimem wzorowego przodownika pracy. W ciągu paru miesięcy wszystkie gałęzie przemysłu miały już swoich bohaterów. Propagowano kult herosów pracy – nowych sowieckich nadludzi, którzy „ruszali z posad bryłę świata”. Zdjęcia przodowników pracy  trafiały na pierwsze strony gazet, renomowani artyści malowali ich portrety, które niesiono na pochodach i prezentowano na uroczystych akademiach. Nawet pociągi ozdabiano ich wizerunkami. Warunek był tylko jeden – portret przodownika nie mógł być większy i bardziej widoczny od portretu Stalina.
Współzawodnictwo pracy przetrwało stalinizm. W latach 70. XX w. było już jednak skamieniałym rytuałem. Ostatnią, nieudaną, próbę reaktywacji podjęto w latach 80. W dniu 15 października 1988 r. gazeta „Komsomolskaja Prawda” opublikowała artykuł, w którym napisano, że słynny zryw Stachanowa w sierpniu 1935 r. był rezultatem specjalnie przygotowanego stanowiska pracy i wsparcia dwóch anonimowych pomocników. Nad całą operacją czuwał sekretarz miejscowej organizacji partyjnej.


W 1945 r. podjęto pierwsze próby zainicjowania współzawodnictwa pracy w polskim przemyśle wydobywczym, hutniczym i lekkim. W maju 1945 r. w górnośląskiej „Trybunie Robotniczej” ukazał się list otwarty Józefa Zająca, rębacza kopalni „Grodziec” do górników Zagłębia Dąbrowskiego z apelem o zwiększenie wydajności pracy. Miesiąc później rozpoczęto rywalizację o Przechodni Sztandar Pracy w przemyśle Hutniczym. Latem 1945 na apel Związku Walki Młodych rozpoczęto w łódzkich fabrykach włókienniczych Młodzieżowy Wyścig Pracy.
Jednocześnie propagowano wzorce osobowe przodowników sowieckich. W następnym roku Młodzieżowym Wyścigiem objęto cały kraj. Pomimo to akcja nie zyskała wśród robotników takiego odzewu, jakiego się spodziewano. Postanowiono odnaleźć i wykreować „polskiego Stachanowa”.
27 lipca 1947 r. ukazał się, w „Trybunie Robotniczej”, apel górnika z Zabrza Wincentego Pstrowskiego zatytułowany „Kto wyrąbie więcej niż ja”. Data ta przytaczana była w PRL-owskiej historiografii
jako początek współzawodnictwa indywidualnego typu stachanowskiego w skali masowej, najpierw w górnictwie, a następnie w innych branżach. Pstrowski szybko znalazł naśladowców. W listopadzie 1947 r. w Katowicach powołano do istnienia Główny Komitet Współzawodnictwa Pracy w Przemyśle Węglowym. Na polecenie partii i związków zawodowych opracowano regulaminy współzawodnictwa, które określały zasady podnoszenia norm i punktowania pracowników. Biorącym udział w wyścigu pracy obiecano nagrody, gratyfikacje finansowe i wyróżnienia. Ruch współzawodnictwa spotkał się początkowo z faktycznym poparciem.
Jednocześnie agresywna propaganda zachęcała do wyścigu pracy. Osiągano coraz bardziej niemożliwe rekordy, np. górnik Czesław Zieliński przekroczył 721 % normy.

Wincenty Pstrowski, wykreowany przez propagandę na „polskiego Stachanowa”, w drugiej połowie 1947 r. coraz więcej czasu spędzał na uroczystych akademiach i spotkaniach aktywu partyjnego z robotnikami, przekonując do współzawodnictwa. Poważnie traktował przydzielone zadania, dzieląc czas pomiędzy pracę i działalność partyjną. Wiosną 1948 r. wycieńczony organizm odmówił posłuszeństwa. Resekcja trzech zębów doprowadziła do zakażenia krwi i osłabienia serca. W szpitalu okazało się, że uaktywniła się białaczka szpikowa. Zmarł 18 kwietnia 1948 r. w Krakowie. Jego śmierć odbiła się szerokim echem wśród robotników.

W październiku 1948 r. Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego wprowadził modyfikacje do regulaminu współzawodnictwa w przemyśle węglowym, zmniejszając ilość punktów przyznawanych za spadek wypadkowości oraz poprawę czystości węgla. Od tej chwili praktycznym wskaźnikiem liczącym się do ogólnej kwalifikacji stała się tylko wielkość wydobycia.
W styczniu 1950 r. górnik kopalni „Polska” Wiktor Markiewka zapoczątkował nową formę współzawodnictwa, polegającą na realizowaniu przez poszczególnych robotników, zespoły robotnicze lub całe załogi tzw. długofalowych zobowiązań produkcyjnych.Robotnicy całego kraju mieli od tej pory, w skróconym terminie wykonywać normy kwartalne, półroczne i roczne.
W kwietniu 1950 r. górnik Józef Ciszek zdołał osiągnąć, w ciągu kwartału, roczną normę wydobycia węgla. Dwa lata później górnik Szczepan Błaut z kopalni „Niwka-Modrzejów” ogłosił, na cztery lata
przed terminem, wykonanie podjętych zobowiązań w ramach tzw. Planu Sześcioletniego (1950-1956).
Prace wydobywcze często wykonywano z narażaniem życia i pominięciem elementarnych przepisów bezpieczeństwa pracy. Współzawodnictwo w przemyśle węglowym ograniczono po 1956 r., jednak w różnych formach utrzymało się do końca istnienia Polski Ludowej.

W latach 1947-1948 wyścigiem pracy objęto wszystkie branże i zawody. Szczególną uwagę przywiązywano do przemysłu ciężkiego i budownictwa. Od 1949 r. ideę tę lansowano również wśród kadry oficerskiej Wojska Polskiego, a w 1952 r. wzorem sowieckim zainicjowano rywalizację wśród więźniów zatrudnionych w przedsiębiorstwach podległych Zarządowi Zakładów Produkcyjnych Departamentu Więziennictwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Organizowano także inne, bardziej wyszukane formy wyścigu pracy jak np. pomiędzy załogami statków rybackich lub tzw. „współzawodnictwo międzyhotelowe” – pomiędzy mieszkańcami hoteli robotniczych.
Nie zapomniano również o rolnictwie.W marcu 1953 r. ukazało się rozporządzenie ministra zdrowia określające zasady przodownictwa pracy wśród personelu placówek opieki zdrowotnej.


Przodownicy pracy mieli być awangardą klasy robotniczej i przykładem faktycznej realizacji postulatu ludowładztwa. Wielu z nich znalazło się wśród tzw. „wysuniętych robotników”, którzy zasiedli w radach zakładowych i na stanowiskach kierowniczych.

Doświadczenie zawodowe miało zastąpić niezbędne kwalifikacje, a praktyka teorię. Przodownicy zasiadali w ławach sejmowych i Radach Narodowych wszystkich szczebli. Najlepszych premiowano i wyróżniano nagrodami rzeczowymi: mogli otrzymać radioodbiornik, motocykl, samochód, a nawet mieszkanie.
Ustanowiono specjalne odznaczenia i określono skomplikowany tryb ich przyznawania. W sierpniu 1949 r. odbyła się Pierwsza Ogólnopolska Wystawa Portretów Przodowników Pracy. Osiągnięciom w pracy towarzyszyć miał, przynajmniej teoretycznie, podziw współpracowników oraz szacunek ogółu. Odpowiedni zapis w tej sprawie znalazł się nawet w Konstytucji PRL z 22 lipca 1952 r. w którym podkreślono, że przodownikom należy się „szczególne uznanie społeczeństwa”.

 

Przez cały okres Polski Ludowej przodownicy otwierali pochody pierwszomajowe, a najlepsi spośród najlepszych odbierali je, stojąc na trybunie. Pisano o nich wiersze, śpiewano piosenki. W 1972 r. postanowiono, by w każdym województwie zostały założone Księgi Ludzi Zasłużonych, gdzie każdego roku, przed 22 lipca, wpisywane były nazwiska osób których zalety „umysłu, serca i woli pozostawiają trwały, nieprzemijający ślad na, wyznaczonej przez PZPR, historycznej drodze socjalistycznego budownictwa”.



Najbardziej agresywną propagandę kierowano do młodzieży. W dniach 20-22 lipca 1952 r. odbył się w Warszawie Zlot Młodych Przodowników Budowniczych Polski Ludowej.
Do wyścigu pracy – według oficjalnych statystyk – przystąpiło ponad 2 miliony młodych obywateli. Podobne imprezy urządzono również w późniejszych latach. W lipcu 1971 r. w Katowicach miał miejsce wielki Zlot Młodych Przodowników Pracy.
W latach 60. XX w. pojawiły się nowe formy rywalizacji m.in. o tytuł „Najlepszego w Zawodzie” oraz „Najlepszego Pracownika i Kolegi”. W marcu 1962 r. podjęto uchwałę o współzawodnictwie o tytuł Brygady, Oddziału i Przodownika Pracy Socjalistycznej. Jednocześnie podejmowano specjalne zobowiązania w ramach obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego. Kiedy w 1966 r. uroczyście ogłoszono koniec cykli produkcyjnych tzw. „tysiąclatek” tytułem Przodownika Pracy Socjalistycznej legitymowało się już prawie 35 tysięcy Polaków. W sierpniu 1970 r. powołano do istnienia ogólnopolski Konkurs Dobrej Roboty (DO-RO). Od tej chwili, przez całą dekadę lat 70. lansowano wzór „Człowieka Dobrej Roboty”, który miał zastąpić wysłużony wzorzec przodownika.
Człowiek DO-RO miał współtworzyć potęgę kraju i jednocześnie uczestniczyć w gierkowskim cudzie gospodarczym – dzięki zaangażowaniu w pracę zawodową mógł liczyć na M-2, talon na „malucha” lub wczasy w zakładowym ośrodku nad morzem.

 
Od początku współzawodnictwo pracy spotkało się z szeroko rozumianym oporem społecznym. Pierwszy przeciwko tej inicjatywie opowiedział się Kościół katolicki. Duszpasterze we współzawodnictwie pracy widzieli zagrożenie dla zdrowia i życia ludzkiego, jak również niezdrową rywalizację siejącą spustoszenie duchowe, zwłaszcza poprzez zawłaszczenie niedzieli i dni świątecznych na rzecz przekraczania coraz wyższych norm i podnoszenia wskaźników produkcji. Pomimo trwającej nieprzerwanie akcji propagandowej zachęcającej do współzawodnictwa pracy, systemu nagród i wyróżnień dla pracowników biorących udział w wyścigu pracy oraz uznaniu jakim cieszyli się oni ze strony władz partyjnych i państwowych, wielu robotników odnosiło się do tego ruchu nieprzychylnie lub wręcz wrogo. Przodowników obwiniano o zawyżanie norm produkcyjnych, które następnie miały obowiązywać wszystkich pracowników danej branży. Dezaprobatę budziły nadużycia, stosowanie niedozwolonych metod oraz fałszowanie statystyk. Bardzo często nie  dawano wiary rekordowym wynikom.
Przodujący pracownicy byli obiektem drwin i zaczepek ze strony współpracowników, ale nie brakowało również bardziej drastycznych metod odciągania ich od rywalizacji i „śrubowania norm”. Nierzadkie były przypadki pobić i napaści na przodowników pracy. Wystąpienia przeciwko współzawodnictwu pracy traktowane były jako potwierdzenie tezy o przeniesieniu się walki o ugruntowanie nowego ustroju do sfery gospodarczej. Nawet przypadkową zaczepkę przodującego robotnika czy też uwagę rzuconą mimochodem uznawano za sabotaż, szkodnictwo gospodarcze lub szeptaną propagandę. Stąd każde pobicie przodownika pracy, nawet jeśli przyczyną były wyłącznie porachunki osobiste, traktowano jako zamierzone i celowe działanie wroga klasowego. Pod koniec 1947 r. zaczęto tworzyć na terenie przedsiębiorstw i zakładów pracy Referaty Ochrony Przemysłu. W 1949 r. pracowników tych referatów podporządkowano Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego. Ich zadaniem była ochrona obiektów przemysłowych przed „wrogą i szkodliwą  działalnością”. Z szeregu prerogatyw jakie posiadali funkcjonariusze referatów ochrony warto podkreślić ewidencjonowanie i penetrowanie „wrogiego środowiska” oraz badanie nastrojów pracowników. Otrzymali oni szerokie kompetencje faktycznie uniezależniające ich od dyrekcji zakładów, pozwalające na prowadzenie pracy operacyjnej i śledczej, dokonywanie aresztowań, wgląd do dokumentacji i swobodę poruszania się po zakładzie. Zachowane w Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej materiały wskazują, że również ochrona przodowników pracy i odnotowywanie wszelkich przejawów oporu przeciwko idei współzawodnictwa socjalistycznego znajdowały się w zainteresowaniu komunistycznej bezpieki.
Współzawodnictwo pracy było próbą mobilizacji pracowników do wytężonej pracy i dodatkowego wysiłku w ramach centralnie planowanej gospodarki socjalistycznej. W pierwszym okresie cieszyło się realnym poparciem. Wielu robotników uczestniczyło w wyścigach pracy i zaangażowało się w ich propagowanie. Współzawodnictwo miało swą stronę widowiskową i podobnie jak sport bazowało na ludzkiej skłonności do rywalizacji. Pod koniec lat 40. przekształciło się w odgórny, planowy system wymuszania wzrostu produkcji. Formalnie cała akcja organizowania i nadzorowana była przez związki zawodowe, faktycznie głos decydujący mieli przedstawiciele partii i administracji gospodarczej. Ostatecznie celem współzawodnictwa stała się maksymalizacja produkcji, faktycznie bez względu na zdrowie i bezpieczeństwo robotników.
Nie zważano również na koszty ekonomiczne, jak zużycie materiałów i jakość produkcji. Inspiratorom ruchu współzawodnictwa pracy przyświecały także pobudki czysto ideologiczne, mające swoje źródło w traktowanych dogmatycznie wyobrażeniach o nowym ustroju i jego praktycznej realizacji w postaci państwa komunistycznego. Przez cały okres istnienia tzw. Polski Ludowej kultywowano rytuały współzawodnictwa.

Ostatnią próbę reaktywacji idei współzawodnictwa podjęto w połowie lat 80. z inicjatywy prorządowego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Pomysł spalił na panewce, gdyż szybko okazało się, że idea ta już dawno przybrała formy zrytualizowane, a pracownicy w gruncie rzeczy nie byli zainteresowani wyścigiem pracy, za którym nie następował realny wzrost stopy życiowej, poprawa zaopatrzenia i polepszenie warunków życia. Wraz z przemianami drugiej połowy lat 80. współzawodnictwo pracy coraz rzadziej pojawiało się w oficjalnych wypowiedziach rządzących i osób odpowiedzialnych za gospodarkę. Bez odgórnego nacisku z zewnątrz idea przestała znajdować oparcie wśród dyrekcji zakładów i rad zakładowych. Coraz częściej pojawiało się twierdzenie, że współzawodnictwo pracy w gruncie rzeczy sprzeciwia się robotniczej tradycji, zgodnie z którą robotnik powinien za dobrze wykonaną pracę otrzymać adekwatną do włożonego nakładu sił dobrą płacę, a efektem pracy jest jakość produktu, a nie przekraczanie norm.

 


 

Ekspozycja 2011